podkategorie


Są zespoły, które przez lata eksperymentują, zmieniają brzmienie i próbują na nowo zdefiniować samych siebie. AC/DC wybrali inną drogę: znaleźli własny język rock'n'rolla i przez kolejne dekady doprowadzali go do perfekcji. Historia grupy rozpoczęła się w Australii w 1973 roku, kiedy bracia Malcolm i Angus Young zaczęli budować zespół oparty na mocnych gitarowych riffach, prostym rytmie i energii, której nie dało się pomylić z niczym innym. Nazwa AC/DC, zaczerpnięta od oznaczenia prądu przemiennego i stałego, okazała się wręcz prorocza. Ta muzyka rzeczywiście miała działać jak elektryczność. Charakterystyczne logo z błyskawicą, które możesz znaleźć między innymi na przypinkach AC/DC Logo i klasycznej przypince AC/DC, stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków w historii rocka. Ale prawdziwy fenomen AC/DC zaczyna się dopiero wtedy, gdy włączysz muzykę. Wystarczy kilka pierwszych sekund, jeden riff i nagle noga sama zaczyna wybijać rytm.
Jeżeli AC/DC ma wizualny symbol równie charakterystyczny jak błyskawica w logo, jest nim niewątpliwie Angus Young. Niewysoki gitarzysta w szkolnym mundurku potrafił zamienić koncert w spektakl czystej rockowej energii: biegał po scenie, wykonywał swój słynny duckwalk, rzucał się na podłogę i jednocześnie grał riffy, które przeszły do historii muzyki. Za tym scenicznym szaleństwem stała jednak niezwykle solidna konstrukcja. Malcolm Young był przez lata rytmicznym fundamentem zespołu, a jego oszczędna gra przypominała, że dobry rock'n'roll nie polega na umieszczeniu jak największej liczby dźwięków w jednej piosence. Liczy się właściwy dźwięk zagrany dokładnie wtedy, kiedy trzeba. AC/DC doprowadzili tę zasadę do mistrzostwa. T.N.T., Dirty Deeds Done Dirt Cheap, Whole Lotta Rosie, Let There Be Rock czy późniejsze Thunderstruck są zbudowane tak, że nawet po dekadach potrafią natychmiast uruchomić tłum. Gitarowe DNA zespołu świetnie symbolizuje brelok AC/DC Plectrum. Mały gadżet, ale odwołuje się do instrumentu, od którego w przypadku AC/DC właściwie wszystko się zaczyna.
Pierwszą wielką erę zespołu nierozerwalnie łączy się z Bonem Scottem. Jego zachrypnięty wokal, sceniczna charyzma i łobuzerski charakter idealnie pasowały do muzyki AC/DC. Zespół konsekwentnie zdobywał coraz większą publiczność, aż w 1979 roku wydał Highway to Hell, album, który stał się światowym przełomem i pozostawił po sobie jeden z największych rockowych hymnów wszech czasów. Charakterystyczna okładka i tytuł do dziś są częścią wizualnej tożsamości grupy, dlatego pojawiają się również na takich gadżetach jak kubek AC/DC Highway to Hell czy czarny kubek Highway to Hell. Sukces albumu został jednak brutalnie przerwany. Bon Scott zmarł w lutym 1980 roku, mając zaledwie 33 lata. Dla zespołu mogło to oznaczać koniec historii dokładnie w chwili, kiedy wspinał się na światowy szczyt. AC/DC stanęli przed pytaniem, na które właściwie nie istniała dobra odpowiedź: jak kontynuować działalność po utracie człowieka, którego głos stał się częścią tożsamości grupy?
Odpowiedź przyszła jeszcze w tym samym roku. Do AC/DC dołączył Brian Johnson, a zespół nagrał Back in Black. Czarna, niemal całkowicie pozbawiona ozdobników okładka była hołdem dla Bona Scotta, lecz muzyka znajdująca się wewnątrz nie brzmiała jak kapitulacja. Hells Bells rozpoczyna się złowieszczym biciem dzwonu, You Shook Me All Night Long stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów grupy, a tytułowe Back in Black przyniosło riff, którego kilka pierwszych nut wystarczy, by natychmiast rozpoznać piosenkę. Album wyrósł na jedno z najważniejszych i najlepiej sprzedających się wydawnictw w historii rocka. Do jego legendy nawiązuje zestaw prezentowy AC/DC Back in Black, natomiast szerszą historię dyskografii przypomina zestaw AC/DC Classic Albums. I trudno o mocniejszy rozdział w historii zespołu. AC/DC nie zastąpili Bona Scotta ani nie próbowali udawać, że nic się nie wydarzyło. Znaleźli sposób, żeby nieść tę historię dalej.
Muzyka AC/DC od zawsze była stworzona do grania głośno, ale dopiero na koncertach w pełni widać, dlaczego zespół utrzymuje tak niezwykłą pozycję przez kolejne pokolenia. Dzwony, gigantyczne scenografie, charakterystyczne armaty podczas For Those About to Rock (We Salute You), Angus przemierzający scenę z gitarą i tysiące ludzi śpiewających refreny razem z Brianem Johnsonem stworzyły koncertowy język AC/DC. Jest widowiskowo, ale w samym środku nadal pozostaje ten sam prosty mechanizm: gitara, bas, perkusja i riff. Do słynnego koncertowego hymnu mruga okiem wycieraczka AC/DC For Those About to Knock, a rockową estetykę można zabrać ze sobą także dzięki metalowej butelce AC/DC Monument. Oficjalne gadżety AC/DC mają zresztą wyjątkowo wdzięczny materiał do wykorzystania: błyskawica, typografia, klasyczne albumy i koncertowe symbole są tak mocno zakorzenione w kulturze rockowej, że często wystarczy jeden detal, aby było wiadomo, z jakim zespołem mamy do czynienia.
Historia AC/DC obejmuje sukcesy, straty, zmiany składu i momenty, w których dalsza działalność zespołu wydawała się coraz trudniejsza. Szczególnie bolesnym wydarzeniem była śmierć Malcolma Younga w 2017 roku. A jednak trzy lata później pojawił się album Power Up, nawiązujący także do muzycznych pomysłów pozostawionych przez Malcolma i brzmiący dokładnie tak, jak powinien brzmieć AC/DC. Bez pogoni za modą, bez desperackiej próby odmłodzenia wizerunku i bez udawania kogoś innego. plakat AC/DC PWR UP reprezentuje ten współczesny rozdział historii grupy, a przypinka AC/DC Black Ice przypomina o jeszcze jednym z etapów niezwykle długiej kariery. I być może właśnie tutaj kryje się sekret AC/DC. Przez dekady słyszeli, że grają ciągle to samo. Tyle że kiedy stworzyłeś brzmienie, które milion ludzi rozpoznaje po trzech sekundach, zmienianie go tylko dlatego, że zmieniła się moda, byłoby dość dziwnym pomysłem. AC/DC nie potrzebuje wymyślać rock'n'rolla od nowa. Wystarczy, że podłącza gitarę do wzmacniacza i przypomina światu, dlaczego pokochaliśmy go za pierwszym razem.
